|
Jak było do przewidzenia to media wykreowały dwóch kandydatów i po raz kolejny przeprowadziły skuteczną kampanię wyborczą według swojej opcji. Trudno zatem dziwić się ludziom, którzy na okrągło w telewizji słyszą, że mamy tylko dwóch liczących się kandydatów. Niestety zagłosowaliśmy pod ich dyktando. Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu. Wbrew medialnym sondażom wyniki Grzegorza Napieralskiego poszybowały do wyniku dwucyfrowego ok. 14 proc. Daje to nadzieję, że jest część społeczeństwa, która przestaje biernie słuchać telewizji i ma własną samoocenę sytuacji w kraju.
Dwaj z najlepszymi wynikami nie reprezentują nic nowego, co mogłoby zmienić pozytywnie nasz kraj. Żaden z nich nie zna europejskich systemów demokratycznych i sposobów europejskiego dialogu, co dyskwalifikuje ich z polityki. Media wykreowały marionetki teatru lalkowego potrzebne grupom wpływu, a nie mężów stanu służących społeczeństwu. To żenujące i przykre, ale niestety nie potrafimy wznieść się ponad te sugestie. Wciąż będzie to kraj albo Komorowskiego, albo Kaczyńskiego. Jeśli Komorowskiego, to ludzi elity biznesu i rządu, ludzi, którzy od 1989r nie mają ochoty oddać władzy. Polska Kaczyńskiego, to Polska wąskiego grona ludzi, które za cel życia postawiło sobie dokopanie wszystkim, którzy im przeszkadzają oraz pokazania, jak są ważni, jak mogą rządzić na Wawelu i w całym kraju. Wystarczy prześledzić kto wiedzie prym w sztabach wyborczym, by przekonać się, że jest to prywatny interes poszczególnych Schetynów, Wajdów czy Kamińskich. Wynik Napieralskiego pokazuje, że jest w społeczeństwie grupa, która widzi zagrożenia ze strony i Komorowskiego i Kaczyńskiego i dlatego głosując na kandydata lewicy, głosowała przeciwko kandydatom mediów. Stąd szefa SLD czeka teraz ogromny wysiłek polityczny, by zebrać wokół siebie ludzi, którym zależy na przyszłości kraju i społeczeństwa. Jako związkowiec przed drugą turą mam dylemat na kogo głosować. Czy na prezydenta, który odbierze górnikom emerytury, czy tego, co odbierze godność? Niestety scena polityczna pokazuje, że organizacje pracownicze muszą zewrzeć szyki, bo ani Komorowski, ani Kaczyński nie gwarantują normalnego dialogu społecznego i troski o ludzi pracy.
|