|
Stan ochrony przeciwpowodziowej w Polsce był i jest katastrofalny. Wylewanie krokodylich łez przez rządzących, kiedy dochodzi do kolejnej tragedii tysięcy zalewanych powodzian, zakrawa na ironię i bezduszność.
– Już w marcu Najwyższa Izba Kontroli alarmowała. W Polsce nie ma centralnego planu ochrony przeciwpowodziowej. Ustawa Prawo wodne nałożyła na Prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (KZGW) taki obowiązek już w 2002r. Zagrożenie powodziowe lekceważyły kolejne rządy. Według NIK podobnych zaniechań winne są władze samorządowe. Nie wydają pieniędzy na udrażnianie rowów melioracyjnych, potoków i strumieni. W efekcie stosunkowo niewielkie opady powodują już lokalne podtopienia. Wstrząsające są dane dotyczące badań stanu technicznego wałów przeciwpowodziowych. Ich kontrolę – zgodnie z prawem – należy przeprowadzać co pięć lat. Inspektorzy NIK odkryli, że w województwie małopolskim (gdzie 146 na 180 gmin zagrożonych jest powodzią) tylko 5 procent miało aktualne badania! Nieco lepiej było w województwie świętokrzyskim, gdzie odsetek ten wynosił 13 procent. W ciągu ostatnich trzech lat straty tylko w województwie małopolskim i świętokrzyskim wyniosły blisko miliard złotych. - Mimo to nadal zaniedbywane są kontrole wałów przeciwpowodziowych oraz konserwacje i utrzymanie strumieni, potoków i przydrożnych rowów. Każda następna powódź może wywołać ogromne straty - ostrzegała już w marcu NIK. Raport nie zostawia suchej nitki na systemie ochrony przeciwpowodziowej w województwie małopolskim i świętokrzyskim. Żadnej z kontrolowanych gmin i powiatów nie oceniono pozytywnie. Z roku na rok wzrasta wysokość szkód i strat powodziowych: w 2007 r. były to 194 mln zł, w 2008 r. już 261 mln zł, a w 2009 r. aż 519 mln zł (dla obu województw łącznie). Kontrolerzy stwierdzili, że władze samorządowe nie mają ani rzetelnych danych o stanie technicznym budowli przeciwpowodziowych (wałów, rowów przydrożnych), ani szczegółowej wiedzy na temat obszarów zagrożonych zalaniem (nikt nie wie, ile to gospodarstw, ile upraw, ile dróg, ani ile ludności). Powiaty i gminy mają jedynie niekompletne plany, które stanowią raczej materiał informacyjny niż prewencyjny. W efekcie odpowiedzialni za ochronę przeciwpowodziową koncentrują się na postępowaniu awaryjnym, zaniedbując: zapobieganie, ochronę oraz edukację. Urzędnicy przeprowadzają co prawda coroczne przeglądy elementów budowli i urządzeń przeciwpowodziowych, ale zaniedbują obowiązkowe kontrole stanu technicznego tych obiektów. A cóż dopiero mówić o gigantycznych przedsięwzięciach, które zminimalizowałyby skutki „wielkiej wody”. Mamy efekt: maj 2010 – tysiące ludzi ewakuowanych w obronie przed złowrogim żywiołem. I historia się powtarza. Zalane domy, zniszczone wały, zerwane mosty, zalane tory i drogi. I najgorsza rzecz: stracony dorobek życia, a nawet wypadki śmierci. Jak długo jeszcze kolejne władze państwowe i samorządowe będą igrać z naszym życiem? |